Dzisiaj byłam na pierwszej jeździe. Od dawna czekałam na ten moment, byłam podekscytowana!
Zaczęło się od tego, że jazdę miałam zacząć o 11. Na miejscu byłam o 10. Przywiózł mnie dziadek, i razem szukaliśmy miejsca gdzie ktoś nas pokieruje bo byłam pierwszy raz w tej stajni..KJ Zbyszko :)
Ogólnie wszystko tam było takie duże, piękne..byłam pod wrażeniem jednak nie mogłam doczekać się kiedy w końcu ujrzę konia na którym będę jeździła.
A wracając do rzeczy - w końcu pewien pan powiedział nam gdzie mamy się 'zameldować'. Oczywiście poszliśmy tam, zapłaciliśmy i jako że zostało dużo czasu, to zaczęliśmy oglądać kuce. Były cudowne, i te imiona! Naprawdę, były świetne, w dodatku boksy jak i same w sobie kucyki były zadbane.
Po oglądaniu kuców poszliśmy do stajni. Zaczęłam oglądać konie, i załapaliśmy się na to jak pani wyprowadzała źrebaka i klacz przed boks, na "spacer'. ;) Maluch był świetny, a jak gonił za swoją mamusią!
Po obejrzeniu połowy koni podeszłam do rozpiski, i zobaczyłam na jakim koniu będę jeździła. Ma na imię Sajonara :) Z wielką ekscytacją przeglądałam kartki na boksach, aż w koncu..trafiłam ♥
Klacz była ciemno czekoladowa, i na tylnych nogach miała "białe skarpetki". Nie znam się na umaszczeniach, wybaczcie, ale może ktoś podpowie mi jakie to umaszczenie? ;]
Stałam tak przy niej, gadałam, głaskałam. Podeszła do mnie młoda pani i spytała czy chcę ją wyczyścić. Oczywiście powiedziałam że chcę. Dała mi zgrzebło i szczotkę. Pokazała mi jak mam szczotkować i czego przy niej nie robić (nie przechodzić z tyłu, nie klękać, etc). Jak ją wyczyściłam, to pani pokazała mi jak siodłać konia. Robiłam to razem z nią, chociaż nie wszystko szło mi dobrze bo trochę się gubiłam co i jak, ale z czasem na pewno się nauczę ;) Jak ją osiodłałyśmy to wróciła do boksu, pani gdzieś poszła i powiedziała, żebym weszła obok i wybrała sobie kask. Dała mi tez wskazówki, jak powinien leżeć na głowie, i jaki być nie może. Jak wybrałam sobie kask, to w instruktorka wzięła Sajonare, i poszłyśmy na hale. Ja szłam obok. Jak doszłyśmy to musiałyśmy poczekać na schodki. Były kawałek od nas - ja przytrzymałam konia a pani poleciała po nie. Jak wróciła to weszłam na schodki i powiedziała jak mam wsiąść..o! i tu zaczęła się trudność. Mimo ze ze schodków to nie wiedziałam jak się złapać siodła i miałam jakąś tam obawę. Jak wsiadłam to ciągle miałam wrażenie że lecę na bok, i nie mogłam złapać równowagi ;) Pani mi dopasowała strzemiona i poprowadziła mnie z koniem na środek hali. Dokoła nas jeździli inni na szeregu (nie wiem czy dobrze mówię, ale jeździli jeden za drugim) i trochę mnie rozpraszali bo zaczęłam podziwiać ich, jak fajnie jeżdżą. Ale w koncu siłą rzeczy skupiłam się na sobie, i na tym jak mam ja jeździc. Zaczęłyśmy od ćwiczeń - najpierw musiałam dotknąć dłonią ucha konia (a później drugą dłonią, i na zmianę), ogona. Następnie musiałam dotknąć prawą ręką swojej lewej kostki, i na zmianę. Co jeszcze?..o, właśnie - miałam stanąć w strzemionach i wziąć ręce na boki. Nie wychodziło mi, ale się nie poddawałam i próbowałam, chociaż - co mi się udało to tylko na chwile bo stopy szły mi do przodu. Lepiej było jak pani mi jeszcze skróciła strzemiona. Po tych ćwiczeniach pani wytłumaczyła mi co mam robić, tzn. jak anglezować. Najpierw anglezowałam w stępie, przy czym raz musiałam złapać się prawą ręką pod bok, potem lewą, i na koniec obiema. Pani zaproponowała mi, żebym spróbowała w kłusie, bo będzie mi koń pomagał i będzie mi łatwiej. Zgodziłam się, jednak..nie jest to takie proste jak na filmikach, oj nie jest :)
Po kilku próbach koń się spłoszył, i zagalopował..wtedy w sumie miałam strach w oczach, i po tym zachowywałam się niepewnie jednak po chwili zapomniałam o tym i jechałam dalej ;) Gdy już konczył się czas to spytałam, czy ostatni raz mogę spróbować anglezować w kłusie. Pani powiedziała że tak, jednak ostatnie kółko bo..Sajonara jest źrebna :D i nie chcemy jej przemęczać.
Po tym pani odprowadziła mnie bliżej wyjścia, i miałam zejść. O boże, ale to musiało wyglądać! Nie wiedziałam jak mam zejść bo już widziałam, jak lecę na tyłek ;-) Jakoś zsunęłam się na nogi, i było dobrze :) jak raz zsiadłam, to już będę robiła to bez strachu - zawsze tak mam ;>
No i to na tyle..poszłam odłożyć kask, pani wzięła konia, i odjechaliśmy. Jak zliśmy do auta to czułam jakby moje nogi były okropnie ciężkie ;) Teraz bolą mnie uda, ale do następnej jazdy będzie już okej.
Sajonara urodziła się 30 stycznia, 2003r, wiec kilka dni temu miała urodziny :) a aktualnie ma 10 lat.
Postaram się przesłać zdjęcie z telefonu, chociaż niewyraźne.. ^^