Miśki Wy moje! Przepraszam za brak postów, ale dopiero teraz mam dostęp do internetu. Mam nadzieje że to rozumiecie. :)
No więc - zmieniłam stadninę. Opiszę to od początku.
Lekcja była umówiona na godzinę 18. O tej porze było już ciemno. Przyjechałam z tatą. Już na "dzień dobry" powitały nas wielkie dziury na żwirowej drodze, ale na szczęście później droga była znośna. Jak dojechaliśmy to weszliśmy do siodlarni, i siedziała tam jakaś dziewczyna, to nas pokierowała. Wyszedł Adrian - chłopak, który uczy jazdy. Jeśli chodzi o warunki..byłam przerażona, ale później było okej. :)
Razem z jakąś dziewczyną wyczyściłam Gaję, a potem ona zaczęła ją siodłać, a ja wybierałam sobie kask. Trochę to trwało, bo na mój łeb trudno jest znaleźć coś dobrego, ale po chwili znalazłam odpowiedni rozmiar, i już w nim jeżdżę ;)
Poszliśmy na halę..była maleńka. 1/3 hali w Zbyszko..zaniedbana, no ale. Jako że byłam na lonży, to nie mogłam tam jeździć, bo najzwyczajniej w świecie - nie było miejsca. Poszliśmy na dwór. Tam robiłam ćwiczenia, przeszliśmy do kłusa..Adrian ciągle straszył mnie tym że "fajtnę", "zmuszał" do robienia ćwiczeń gdy mówiłam że nie dam rady, etc. Można się pośmiać :]
Było ciemno i chłodno, tak więc warunki najbardziej sprzyjające nie były, jednak tak czy siak było okej.
Po jeździe rozsiodłałam konia, zapłaciłam, i odjechałam.
Przepraszam że tak krótko i bez sensu, ale zabieram się za pisanie dwóch kolejnych notek.. :D.
Żeeeegnam się. :3
Było ciemno i chłodno, tak więc warunki najbardziej sprzyjające nie były, jednak tak czy siak było okej.
Po jeździe rozsiodłałam konia, zapłaciłam, i odjechałam.
Przepraszam że tak krótko i bez sensu, ale zabieram się za pisanie dwóch kolejnych notek.. :D.
Żeeeegnam się. :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz