środa, 6 marca 2013

Szósta lekcja..pożegnanie z lonżą. :D:D

Bez wstępnych bzdur, przechodzę do rzeczy. ;-)
No więc..pogoda była taka sobie, ale nie było mokro, ani nazbyt zimno, jednak..gdy dojechałam na miejsce to się przeraziłam! Błoto po kostki a w dodatku Adrian oznajmił że mamy problem, bo nie ma gdzie jeździć (lonża). W końcu zdecydował że pójdziemy na padok, bo tam jest z jednej strony tylko błoto, z drugiej trawa. No więc..znowu miałam problem z wsiadaniem. ;x Nie wiem czemu, bo Gaja to przecież hucuł - nieduży koń, ale chyba po prostu muszę poćwiczyć mięśnie nóg, bo za słabo się wybijam. Musiałam po wsiadaniu docisnąć jedno strzemię, bo się jakoś się siodlo pochyliło, ale potem było OK.
Były ćwiczenia..przeróżne, oj przeróżne. W dodatku Gaja nie zbyt była chętna do stawania, bo jak ruszyła to trudno było ją zatrzymać, jednak dziewczyna która mnie uczyła mówiła, że ona właśnie taka jest, a za to Sahara stanie, i ruszyć nie chce, czyli wręcz przeciwnie. :X
Powiedziała tez, że bardzo dobrze słucham poprawek, stosuję się do nich, i że nie ma już co ze mną robić na lonży :D W dodatku stwierdziła że dobrze anglezuję razem z ruchem konia, i to wielki plus.
To na tyle. Znowu krótko, oj znowu, ale zaraz jadę na kolejną lekcje..trzymajcie kciuki!

PS. Wiem ze jestem beznadziejna, i notka miała być wcześniej, ale coś mi nie wyszło. :c

niedziela, 3 marca 2013

Piąta lekcja! :)

Hej. Przepraszam Was, że post dopiero teraz, ale wczoraj dopadło mnie lenistwo. :C
No więc..piątą lekcje miałam z ojcem Adriana, Panem Piotrkiem. ;]
Nie ukrywam że krzyczał, i był dość surowy, ale jak widział że łapię o co chodzi to chwalił i poprawiał mi każdy błąd, dobrze tłumaczył, etc, wiec nie było źle. Również jeździłam na Gajce..kochany koń. W połowie lekcji p. Piotrek stwierdził, że dobrze mi idzie i puściłby mnie już samą, jednak się wahał. 5 minut przed końcem lekcji powiedziałam - "a dzisiaj już nie pojeżdżę sama?", to spytał czy chce, a chciałam. :> Puścił mnie. :D Pierwsze kółko mi nie wyszło bo robiłam jakieś slalomy, skręcałam za wcześnie i koń mi na opony wjechał, ale już drugie kółko, i kolejne było dobrze. :} Noo, może poza tym, że kuń mi podjechał pod barierkę i nie chciał się ruszyć, jednak jeszcze 1 kółko zrobiłyśmy - do połowy kłusem anglezowanym, a do połowy stępem. ;] (wcześniej jeździłam również kłusem anglezowanym).
To tyle. :D Krótko, ale rozpiszę się bardziej w kolejnej notce, za którą już się zabieram.. :>.

xxx

sobota, 2 marca 2013

Czwarta jazda i zmiana stadniny.

Miśki Wy moje! Przepraszam za brak postów, ale dopiero teraz mam dostęp do internetu. Mam nadzieje że to rozumiecie. :)

No więc - zmieniłam stadninę. Opiszę to od początku.
Lekcja była umówiona na godzinę 18. O tej porze było już ciemno. Przyjechałam z tatą. Już na "dzień dobry" powitały nas wielkie dziury na żwirowej drodze, ale na szczęście później droga była znośna. Jak dojechaliśmy to weszliśmy do siodlarni, i siedziała tam jakaś dziewczyna, to nas pokierowała. Wyszedł Adrian - chłopak, który uczy jazdy. Jeśli chodzi o warunki..byłam przerażona, ale później było okej. :)
Razem z jakąś dziewczyną wyczyściłam Gaję, a potem ona zaczęła ją siodłać, a ja wybierałam sobie kask. Trochę to trwało, bo na mój łeb trudno jest znaleźć coś dobrego, ale po chwili znalazłam odpowiedni rozmiar, i już w nim jeżdżę ;)
Poszliśmy na halę..była maleńka. 1/3 hali w Zbyszko..zaniedbana, no ale. Jako że byłam na lonży, to nie mogłam tam jeździć, bo najzwyczajniej w świecie - nie było miejsca. Poszliśmy na dwór. Tam robiłam ćwiczenia, przeszliśmy do kłusa..Adrian ciągle straszył mnie tym że "fajtnę", "zmuszał" do robienia ćwiczeń gdy mówiłam że nie dam rady, etc. Można się pośmiać :]
 Było ciemno i chłodno, tak więc warunki najbardziej sprzyjające nie były, jednak tak czy siak było okej.
Po jeździe rozsiodłałam konia, zapłaciłam, i odjechałam.

Przepraszam że tak krótko i bez sensu, ale zabieram się za pisanie dwóch kolejnych notek.. :D.
Żeeeegnam się. :3