niedziela, 17 lutego 2013

17.02.2013 r. - trzecia jazda.

Hej. Udało mi się wejść, ale tylko napiszę i zmykam na serial.
Więc..jakbym miała jednym słowem opisać dzisiejszą lekcje powiedziałabym - "tragedia" albo "masakra".
Ale od początku; od rana miałam zły dzień, nic mi nie wychodziło. Myślałam że się na koniach odprężę, a tu co? Wręcz przeciwnie..zestresowałam się, głowa mnie rozbolała (jak jechałam) i ciągle sprawdzałam godzinę licząc na to, ze lekcja w końcu dobiegnie końca.
Ale wracając - w rozpisce było napisane "2x lonża - Sajonara, Norka". Pomyślałam że jak ostatnio przydzielą mi Sajonarkę, jednak..myliłam się. Pani wyprowadzała ją, a ja czekałam. Poprosiła jakąś dziewczynkę o kwitek i poszli na salę. Zaraz za nimi szła pani, i zabrała mnie ze sobą. Okazało się że miałam jeździć na Norce. W pierwszej chwili się nie stresowałam bo pomyślałam że tak czy siak mam konia do jazdy na lonży, i na pewno nie odwali mi jakichś numerów.
Najpierw miałam problem z wejściem - ze schodków miałam się wybić, i wybiłam się tak że wylądowałam brzuchem na siodle, ze zwisającymi nogami. Musiałam zejść i wejść ponownie, ale prawie upadłam na ziemię. Jak weszłam to zorientowałam się że mam nowe siodło, bez tej rączki którą miałam dotychczas. Jazda bez trzymanki kłusem anglezowanym na poprzedniej lekcji dobrze mi szła, więc pomyślałam że teraz nie będę miała z tym większego problemu..no i zaczęłyśmy od ćwiczeń rozgrzewających. Trzymałam luźno wodze, bo nawet nie wiedziałam jak to zrobić. Powiedziałam instruktorce ze za wodze jeszcze nie trzymałam to powiedziała żebym podtrzymywała się siodła..ale jak?! Nie było tej rączki i jak łapałam się z przodu, to od razu ręka mi się ześlizgiwała. Już wtedy czułam że ta lekcja nie zaliczy się do najlepszych.
Później ruszyłyśmy kłusem..ciągle leciałam do przodu, nie mogłam się wyprostować, byłam spięta a pani wciąż przypominała mi o piętach. Rzucało mną tak że chwilami naprawdę już leciałam, ale jakoś tego sidła się chwyciłam..było kilka powtórek kłusa  na zmianę ze stępem.
Klacz jechała naprawdę wolno, ale bardzo mnie wybijała i przez to nie mogłam się utrzymać.
Cały czas prosiłam o to żebym zwolniła.
Było naprawdę okropnie, w dodatku jeszcze po lekcji pomyślałam że może miałam zbyt długie strzemiona i przez to problem z anglezowaniem.
Zsiadanie z konia również zakończyło się porażką, bo upadłam na tyłek, na szczęście nie bolało. Delikatnie się podniosłam i mną zarzuciło do tyłu, ze ponownie prawie upadłam.

Mimo wszystko..jakoś się nie zniechęcam, ale jutro sobie odpocznę, i wrócę do siebie bo mimo wszystko nadal czuje jakiś stres.

Pa.. :c

PS Jak zsiadłam to jeszcze podeszłam do instruktorki i powiedziałam że coś dzisiaj okropnie mi poszło. Na szczęście powiedziała że nie było tak źle, i to moja pierwsza jazda na Norce, a ona bywa agresywna, mocno wybija, etc, i ze następnym razem będzie lepiej.

Niedługo jazda!

Hej miśki. Dzisiaj szybka notka, bo muszę Was o czymś poinformować.
Po pierwsze - niedługo wychodzę na jazdę. :D Dokładniej to przed 14, a jazda będzie o 15.

Po drugie - nie wiem czy opisze tą jazdę..oczywiście postaram się, ale mam problemy z internetem, więc w razie gdyby nie było postu, to..wiecie już dlaczego ;)

To tyle. Do..napisania. ^.^

piątek, 15 lutego 2013

Praca przy kucach i..czy nie jestem za duża? O:

Hej. :) Z góry przepraszam Was za tytuł, ale nie wiedziałam co wpisać.
Więc..myślałam nad pracą przy kucykach w stajni. :) Jak będę w niedzielę na jeździe to muszę się kierowniczki podpytać, albo kogoś.
Po prostu..kocham kucyki, a jako że nie mogę liczyć na posiadanie go, to robienie przy nim różnych rzeczy byłoby wielką radochą C:
W stadninie kucyków jest sporo, więc na pewno dodatkowa pomoc jakoś ich wesprze..
A poza tym - przeglądając zdjęcia z ostatniej jazdy doszłam do wniosku, ze Sajonara jest chyba za mała dla mnie..za niska. Jak zejdę z lonży to będę jeździła pewnie już na większym koniu, więc będzie to dla niego lepsze (: Wyglądam na niej jak wielkolud, ja mam 165cm wzrostu, a ona w kłębie mierzy chyba tyle samo, lub minimalnie mniej.

Notka nudna i krótka, ale obiecuje ze w niedziele po jeździe napiszę coś dłuższego C:

środa, 13 lutego 2013

13.02.2013r. - druga lekcja.

Hejhej :D
Niedawno wróciłam z drugiej lekcji. Opowiem Wam wszystko od początku..
Dotarłyśmy na miejsce o 16. Poszłyśmy zapłacić i wziąć kwitek, a chwile później dotarłyśmy do stajni. Musiałyśmy chwile czekać bo były wprowadzane konie i kuce, a że było ich sporo, to musiałyśmy czekać z 10 minut. Potem weszłam do środka, i sprawdziłam na jakim koniu będę jeździć. I co? Na Sajonarze! :D Bardzo się ucieszyłam.
Pobiegłam do jej boksu i zaczęłam ją głaskać. Mama z babcią oglądały po kolei wszystkie konie, a ja prawie cały czas byłam przy niej, "mojej " Sajonarce. c:
Lada chwila była 16:50..nikt do mnie nie podszedł, za to jakaś dziewczyna poszła do boksu Sajonary i szykowała ją. Myślałam że ona będzie na niej jeździła bo źle spojrzała w grafik, ale chwile później poszła do innego konia, również zaczęła go siodłać. Ulżyło mi. Chwile przed 17 jakaś pani wzięła konia, i zaczęła prowadzić ją na halę bez słowa. Szłyśmy za nią o nic nie pytając. Jak doszła to jakaś pani podeszła do mnie i spytała czy ja na lonże. Powiedziałam że tak, wiec spytała jak mam na imię i kazała iść po schodki do wsiadania. Strzemiona miałam wysoko, więc musiałam nieźle zadrzeć nogę, ale udało się. :) Jak siedziałam to trochę leciałam na jedną stronę ale chwilę później złapałam równowagę, i było już dobrze. Zaczęłam od ćwiczeń na rozgrzanie, m. in. dotknięcie ucha, i ogona konia. Co robiłam dalej? Anglezowałam w stępie, a później w kłusie. Pani wytłumaczyła mi jak anglezować na dobrą nogę, i jak zmienić ją gdy jest zła. Wszystko zrozumiałam, bo bardzo dobrze mi to wytłumaczyła. Powiedziała żebym spróbowała anglezować na dobrą nogę ale jak mi nie wyjdzie to nic się nie stanie..a później zaczęła mnie chwalić że jest pod wrażeniem, bo robię to pierwszy raz, i od razu udało mi się anglezować na dobrą nogę oraz zmieniać. ;) Pod koniec musiałam bez trzymania siodła jechać kłusem..i to tez mi wyszło, anglezowałam świetnie (instruktorka tak twierdzi, a nie ja), i całą lekcje chwaliła mnie że szybko załapuje o co chodzi, poprawiam ewentualne błędy etc . ;)

Lekcja minęła mi świetnie! :D

czwartek, 7 lutego 2013

Termin drugiej jazdy - środa!!

Wczoraj w końcu mama ustaliła mi termin drugiej jazdy, jednak..weekend cały pozajmowany, w poniedziałek konie odpoczywają, we wtorek nie ma kto ze mną jechać, no i..jadę w środę, za 6 dni. Trochę sobie poczekam, no ale ważne że już mam zarezerwowane i na pewno pojadę. :)
Szykuje aparat, czapsy, rękawiczki..jutro ostatni dzień szkoły i FERIE, więc weekend + 3 dni..szybko zleci :). Jadę na 17, bo wcześniej nie damy rady, jednak od razu zarezerwuje sobie następną jazdę żeby nie było kolejnych nieporozumień. ;)

Papa. ^.^

poniedziałek, 4 lutego 2013

Ferie w siodle?

Hej. :)
Dzisiaj napiszę trochę nie zgodnie z tytułem, bo możecie sobie pomyśleć o obozie, ale chodzi o częstsze jazdy :)
Jako że za tydzień mam ferie to będę miała okazje do częstych jazd. Nie mam aż tak dużo pieniędzy ale zdecydowałam że w tym tygodniu pojadę w weekend, a w dwóch następnych po dwa razy, czyli w ferie 4 razy będę na koniach ;). I kto wie, może już przestanę jeździć na lonży? Na razie postaram się dać z siebie wszystko i jak najlepiej stosować się do rad instruktorki.
Jak na razie muszę ustalić z rodziną kto mnie zawoził i dostosować się do dni wolnych tej osoby, bo to też nie ode mnie zależy a sama nie pojadę. W tych okolicach byłam tylko raz, w dodatku ani tramwajem, ani autobusem nie dojadę ;) Jest to 5km za Łodzią, a od domu mam tam w jedną stronę ok. 15 km, i 30-40 minut drogi. Całkiem to daleko, jednak póki co będę jeździła autem bo innej możliwości nie ma :).
Żałuję że nie mogę jeździć częściej, ale jakby do tego doszło to zapewne już po 2-3 miesiącach jazdy musiałabym zaprzestać, bo z funduszami nie szło by wyrobić. :c

A tak poza tym..może w ferie pojadę z koleżanką popatrzeć na jej jazdę, no i przy okazji zobaczyć jak jest w innej stadninie.
Planowałam tez jechać na obóz w te ferie ale już za późno na zapisy a poza tym nie chciałabym tak zacząć od podstaw na obozie, tylko wolałabym jechać jako już trochę bardziej doświadczona :) Uzbieram pieniądze i może w wakacje się wybiorę. :D:D

niedziela, 3 lutego 2013

Czapsy.

Dzisiaj przychodzę do was z niezbyt długim postem.
Jakiś czas przed jazdą postanowiłam zainwestować w czapsy. Są one zamszowe, z HippoLand-u. Kosztowały 106zł. Wczoraj na jeździe wzięłam je, i..zapomniałam założyć. Zestresowałam się i nie założyłam ani rękawiczek, ani czapsów, ani nawet szalika. Kompletnie nic..no ale.
Kilka zdjęć;


Ze zdjęć to tyle.
Dodam jeszcze że z rana nie mogłam wyczłapać się z łóżka. Bolą mnie uda, i ledwo co łażę. Koleżanka miała racje - po anglezowaniu szykują sie zakwasy. :C

sobota, 2 lutego 2013

02.02.2013r. - Pierwsza jazda.

Dzisiaj byłam na pierwszej jeździe. Od dawna czekałam na ten moment, byłam podekscytowana!
Zaczęło się od tego, że jazdę miałam zacząć o 11. Na miejscu byłam o 10. Przywiózł mnie dziadek, i razem szukaliśmy miejsca gdzie ktoś nas pokieruje bo byłam pierwszy raz w tej stajni..KJ Zbyszko :)
Ogólnie wszystko tam było takie duże, piękne..byłam pod wrażeniem jednak nie mogłam doczekać się kiedy w końcu ujrzę konia na którym będę jeździła.
A wracając do rzeczy - w końcu pewien pan powiedział nam gdzie mamy się 'zameldować'. Oczywiście poszliśmy tam, zapłaciliśmy i jako że zostało dużo czasu, to zaczęliśmy oglądać kuce. Były cudowne, i te imiona! Naprawdę, były świetne, w dodatku boksy jak i same w sobie kucyki były zadbane.
Po oglądaniu kuców poszliśmy do stajni. Zaczęłam oglądać konie, i załapaliśmy się na to jak pani wyprowadzała źrebaka i klacz przed boks, na "spacer'. ;) Maluch był świetny, a jak gonił za swoją mamusią!
Po obejrzeniu połowy koni podeszłam do rozpiski, i zobaczyłam na jakim koniu będę jeździła. Ma na imię Sajonara :) Z wielką ekscytacją przeglądałam kartki na boksach, aż w koncu..trafiłam ♥
Klacz była ciemno czekoladowa, i na tylnych nogach miała "białe skarpetki". Nie znam się na umaszczeniach, wybaczcie, ale może ktoś podpowie mi jakie to umaszczenie? ;]
Stałam tak przy niej, gadałam, głaskałam. Podeszła do mnie młoda pani i spytała czy chcę ją wyczyścić. Oczywiście powiedziałam że chcę. Dała mi zgrzebło i szczotkę. Pokazała mi jak mam szczotkować i czego przy niej nie robić (nie przechodzić z tyłu, nie klękać, etc). Jak ją wyczyściłam, to pani pokazała mi jak siodłać konia. Robiłam to razem z nią, chociaż nie wszystko szło mi dobrze bo trochę się gubiłam co i jak, ale z czasem na pewno się nauczę ;) Jak ją osiodłałyśmy to wróciła do boksu, pani gdzieś poszła i powiedziała, żebym weszła obok i wybrała sobie kask. Dała mi tez wskazówki, jak powinien leżeć na głowie, i jaki być nie może. Jak wybrałam sobie kask, to w instruktorka wzięła Sajonare, i poszłyśmy na hale. Ja szłam obok. Jak doszłyśmy to musiałyśmy poczekać na schodki. Były kawałek od nas - ja przytrzymałam konia a pani poleciała po nie. Jak wróciła to weszłam na schodki i powiedziała jak mam wsiąść..o! i tu zaczęła się trudność. Mimo ze ze schodków to nie wiedziałam jak się złapać siodła i miałam jakąś tam obawę. Jak wsiadłam to ciągle miałam wrażenie że lecę na bok, i nie mogłam złapać równowagi ;) Pani mi dopasowała strzemiona i poprowadziła mnie z koniem na środek hali. Dokoła nas jeździli inni na szeregu (nie wiem czy dobrze mówię, ale jeździli jeden za drugim) i trochę mnie rozpraszali bo zaczęłam podziwiać ich, jak fajnie jeżdżą. Ale w koncu siłą rzeczy skupiłam się na sobie, i na tym jak mam ja jeździc. Zaczęłyśmy od ćwiczeń - najpierw musiałam dotknąć dłonią ucha konia (a później drugą dłonią, i na zmianę), ogona. Następnie musiałam dotknąć prawą ręką swojej lewej kostki, i na zmianę. Co jeszcze?..o, właśnie - miałam stanąć w strzemionach i wziąć ręce na boki. Nie wychodziło mi, ale się nie poddawałam i próbowałam, chociaż - co mi się udało to tylko na chwile bo stopy szły mi do przodu. Lepiej było jak pani mi jeszcze skróciła strzemiona. Po tych ćwiczeniach pani wytłumaczyła mi co mam robić, tzn. jak anglezować. Najpierw anglezowałam w stępie, przy czym raz musiałam złapać się prawą ręką pod bok, potem lewą, i na koniec obiema. Pani zaproponowała mi, żebym spróbowała w kłusie, bo będzie mi koń pomagał i będzie mi łatwiej. Zgodziłam się, jednak..nie jest to takie proste jak na filmikach, oj nie jest :)
Po kilku próbach koń się spłoszył, i zagalopował..wtedy w sumie miałam strach w oczach, i po tym zachowywałam się niepewnie jednak po chwili zapomniałam o tym i jechałam dalej ;) Gdy już konczył się czas to spytałam, czy ostatni raz mogę spróbować anglezować w kłusie. Pani powiedziała że tak, jednak ostatnie kółko bo..Sajonara jest źrebna :D i nie chcemy jej przemęczać.
Po tym pani odprowadziła mnie bliżej wyjścia, i miałam zejść. O boże, ale to musiało wyglądać! Nie wiedziałam jak mam zejść bo już widziałam, jak lecę na tyłek ;-) Jakoś zsunęłam się na nogi, i było dobrze :) jak raz zsiadłam, to już będę robiła to bez strachu - zawsze tak mam ;>
No i to na tyle..poszłam odłożyć kask, pani wzięła konia, i odjechaliśmy. Jak zliśmy do auta to czułam jakby moje nogi były okropnie ciężkie ;) Teraz bolą mnie uda, ale do następnej jazdy będzie już okej.
Sajonara urodziła się 30 stycznia, 2003r, wiec kilka dni temu miała urodziny :) a aktualnie ma 10 lat.
Postaram się przesłać zdjęcie z telefonu, chociaż niewyraźne.. ^^