Hej. Udało mi się wejść, ale tylko napiszę i zmykam na serial.
Więc..jakbym miała jednym słowem opisać dzisiejszą lekcje powiedziałabym - "tragedia" albo "masakra".
Ale od początku; od rana miałam zły dzień, nic mi nie wychodziło. Myślałam że się na koniach odprężę, a tu co? Wręcz przeciwnie..zestresowałam się, głowa mnie rozbolała (jak jechałam) i ciągle sprawdzałam godzinę licząc na to, ze lekcja w końcu dobiegnie końca.
Ale wracając - w rozpisce było napisane "2x lonża - Sajonara, Norka". Pomyślałam że jak ostatnio przydzielą mi Sajonarkę, jednak..myliłam się. Pani wyprowadzała ją, a ja czekałam. Poprosiła jakąś dziewczynkę o kwitek i poszli na salę. Zaraz za nimi szła pani, i zabrała mnie ze sobą. Okazało się że miałam jeździć na Norce. W pierwszej chwili się nie stresowałam bo pomyślałam że tak czy siak mam konia do jazdy na lonży, i na pewno nie odwali mi jakichś numerów.
Najpierw miałam problem z wejściem - ze schodków miałam się wybić, i wybiłam się tak że wylądowałam brzuchem na siodle, ze zwisającymi nogami. Musiałam zejść i wejść ponownie, ale prawie upadłam na ziemię. Jak weszłam to zorientowałam się że mam nowe siodło, bez tej rączki którą miałam dotychczas. Jazda bez trzymanki kłusem anglezowanym na poprzedniej lekcji dobrze mi szła, więc pomyślałam że teraz nie będę miała z tym większego problemu..no i zaczęłyśmy od ćwiczeń rozgrzewających. Trzymałam luźno wodze, bo nawet nie wiedziałam jak to zrobić. Powiedziałam instruktorce ze za wodze jeszcze nie trzymałam to powiedziała żebym podtrzymywała się siodła..ale jak?! Nie było tej rączki i jak łapałam się z przodu, to od razu ręka mi się ześlizgiwała. Już wtedy czułam że ta lekcja nie zaliczy się do najlepszych.
Później ruszyłyśmy kłusem..ciągle leciałam do przodu, nie mogłam się wyprostować, byłam spięta a pani wciąż przypominała mi o piętach. Rzucało mną tak że chwilami naprawdę już leciałam, ale jakoś tego sidła się chwyciłam..było kilka powtórek kłusa na zmianę ze stępem.
Klacz jechała naprawdę wolno, ale bardzo mnie wybijała i przez to nie mogłam się utrzymać.
Cały czas prosiłam o to żebym zwolniła.
Było naprawdę okropnie, w dodatku jeszcze po lekcji pomyślałam że może miałam zbyt długie strzemiona i przez to problem z anglezowaniem.
Zsiadanie z konia również zakończyło się porażką, bo upadłam na tyłek, na szczęście nie bolało. Delikatnie się podniosłam i mną zarzuciło do tyłu, ze ponownie prawie upadłam.
Mimo wszystko..jakoś się nie zniechęcam, ale jutro sobie odpocznę, i wrócę do siebie bo mimo wszystko nadal czuje jakiś stres.
Pa.. :c
PS Jak zsiadłam to jeszcze podeszłam do instruktorki i powiedziałam że coś dzisiaj okropnie mi poszło. Na szczęście powiedziała że nie było tak źle, i to moja pierwsza jazda na Norce, a ona bywa agresywna, mocno wybija, etc, i ze następnym razem będzie lepiej.